Jako ostatnia z członków konkursowego jury w sprawie nadesłanej poezji wypowie się Jadwiga Malina – poetka, animatorka kultury, sekretarz w randze wiceprezesa Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich:
Tegoroczna edycja konkursu Małopolskiej Nagrody Poetyckiej Źródło, jest zbliżona tematycznie do poprzednich. To znaczy, że uczestniczki i uczestnicy oscylowali tematycznie między tym, co związane z pamięcią, przeżyte, wpisane na karty historii oraz tym, czego doświadczamy współcześnie, co odnosi się do bieżących wydarzeń społecznych i politycznych. Tematyka wojny i pandemii ustąpiła w tym roku miejsca zdarzeniom mnie spektakularnym, za to mocno osadzonym z idei Nagrody Źródło. Autorzy i autorki zatrzymali swoje liryczne opisy w kameralnych przestrzeniach domów, podwórek, ogrodów.
Czy to jest dobry trop, czy nie czujemy się zmęczeni sentymentalizmem przeżyć, które w gruncie rzeczy są do siebie podobne? Dziadkowie, przedmioty, ojcowizna, tęsknota za dawnym życiem, ciężar emigracji. Myślę, że nie można się znudzić tą opowieścią, bo to by oznaczało, że w jakimś sensie nudzi nas życie, wspólnota pamięci, Polska. Wszystko jednak zależy od artystycznych wyborów twórcy. Czy idzie on na łatwiznę i powiela stare, zużyte zwroty. Umieszcza w wierszu te same, dobrze nam znane z innych utworów, sytuacje liryczne. Czy wybiera drogę na skróty. Czy podkrada od innych. Czy posługuje się zakamuflowanym cytatem. Jeśli nie. To nadal czerpiemy z tej samej historii. Wciąż jest ona dla nas inspirująca. Jeśli autor/autorka ma w sobie wystarczające pokłady wyobraźni i wrażliwości, to bez względu na podjęty temat, potrafi opisać rzecz tak, że ten kto czyta czuje świeżość obrazu, jest zaskoczony, ujęty tym, co udało się piszącemu przedstawić.
Tu nie da się niczego zaplanować. Trzeba mieć talent. Wewnętrzne czujne oko, które sprawi, że opisywany tysiąc razy kuchenny stół, albo figura matki, będą brzmiały na nowo, nutą soczystą, oryginalną, dającą czytelnikowi przyjemne uczucie odkrywania czegoś nowego, nieznanego, na dobrze już znanym lądzie.
Czy to uczucie podczas lektury nadesłanych na konkurs zestawów towarzyszyło mi często? Raczej nie, ale to nie oznacza, że poziom nadesłanych prac był niski. Czasem wystarczyłaby drobna korekta, wycięcie jednego wersu, żeby dany wiersz zyskał na sile, był o wiele bardziej czytelny i jasny.
Jakie wiersze przypadł mi w tym roku do serca? Jak zawsze te, gdzie poziom artystyczny współgrał z podętym tematem. Forma doganiała motywy. Jednym słowem te, których autorzy / autorki wykazali zgodność między tym, co zamierzone, a ostatecznie wykonane. Co to oznacza? Oznacza to, że czasem silimy się na wielkie historie, bierzemy na warsztat obraz, przeżycie, któremu w praktyce nie potrafimy sprostać. To jest śmierć wiersza i porażka piszącego. Mówiąc wprost, musimy mierzyć siły na zamiary. Brać pod uwagę tylko te zagadnienia (motywy), które zdołamy udźwignąć. Drugim „grzechem” uczestników konkursu jest zbyt barokowa, ciężka, rozbudowana forma. Tak, jakby o sile wiersza, miała decydować ilość użytych słów. Nic bardziej mylnego. To mit. Nadprodukcja środków stylistycznych, powoduje, że zwyczajnie męczymy się przy lekturze. Jak temu zapobiegać? Czytać dobre wiersze, nie bać się redukcji, odkładać teksty na kilka dni, wracać do nich, i dopiero wtedy nadawać tekstom ostateczny kształt.